Zacznijmy od bazy, bo przecież ładne i zadbane usta to podstawa. Długo szukałam idealnego specyfiku, dzięki któremu pozbędę się spierzchniętych i popękanych ust i właśnie takim okazał się balsam odżywczy firmy Blistex Daily up conditioner. Jego działanie jest cudowne, to moje 4 opakowanie i nie zamierzam przestać go używać. Idealnie regeneruje usta, po nałożeniu czujemy delikatny chłód i mrowienie, osobiście uwielbiam to uczucie. Jest dostępny w prawie każdej aptece i napewno w Rossmannie, a cena to około 14 złotych.
Zatrzymując się na chwilę przy balsamach, muszę polecić również pomadki Wibo Juicy Color. Są to pomadki nie bardzo kryjące, nie utrzymują się długo na ustach, zjadają się w niemiłosiernie szybkim tempie i widać pod nimi każde pęknięcie ust. Jako pomadka się nie sprawdzą, ale jako balsam są cudowne, świetnie nawilżają usta, a to dlatego, że w swoim składzie mają masło shea.
Cena to około 12 złoty.
Numer 19056
Numer 16095
Przechodząc dalej, zbliżyliśmy się do kolejnego kroku, a mianowicie konturowania.
Pierwszą pod lupkę bierzemy konturówkę Essence Lipliner 12 wish me a rose.
Kolor jest cudowny, idealnie podkreśla kształt ust, jednak ciężko się ją nakłada, dlatego że jest ona strasznie twarda i podrażnia usta. Cena to 10 złoty.
Kolejną ulubioną konturówką jest Miss sporty 020 Perfect Colour Lipstick. I własnie taka jest. Podkreślenie jakie nadaje uwydatnia usta, utrzymuje się długo i ma ładny zapach. Również około 10 złoty.
Ostatnią i zarazem najlepszą, moją ulubioną jest Lovely Perfect Line o numerze 18056. Jest cudowna, delikatna, balsamiczna. Nakłada się na usta niczym balsam, ale trzyma się długo, ładnie się zjada. Nadaje się do położenia na całe usta, a dzięki swojej konsystencji uzyskujemy matowe, różowe lipsy. Mój numer jeden, a cena to również coś około 10 zeta.
No i tutaj zaczyna się podział na velvety, maty, błyszczyki, w sztywcie, w tubce i tak dalej...
Zacznijmy więc od tradycyjnych szminek, które pamiętają jeszcze nasze mamy...
Miss sporty, kolor numer 005 Congo. Co mogę o niej powiedzieć... Delikatny brąz wpadający w odcienie pomarańczowego, intensywna na ustach, ładny kolor i niska cena około 10 złoty sprawiają, że chce się ją mieć, ale... Zawsze jest jakieś ale.... Zapach! Jest po prostu okropny, pachnie tanią tandetą, gorzej niż przysłowiowo "chińskie dziadostwo", a tu muszę zaznaczyć, że wypowiem się również na ten temat, ale to dalej. Nie polecam.
Astor Perfect Stay fabolous, 600 frozen coffee. Jedna z moich ulubionych pomadek, dosyć długo się trzyma, pasuje do ciemnych make-up'ów, ale też na codzień sprawdza się świetnie. Kolor jest cudowny, niby mat, ale nie. Niby velvet, ale nie. Niby nawilża, ale... Cena 30 zł.
Astor Soft sensation, 605 Brown Sugar. Zdecydowanie ładniejsze opakowanie od poprzedniczki, jednak trwałość i kolor mają sobie wiele do zarzucenia. Pamiętam, że była też droższa, ale nie pamiętam ile kosztowała dokładnie. Nie należy do ulubionych. Jest nawilżająca, delikatna i szybko się zjada.
Essence, 02 All you need is red. Cóż, kolor piękny, krwista czerwień, ale przyznam, że nie należy do najlepszych, a cena to około 10 złoty.
Kolejnym ciekawym doświadczeniem są szmineczki w kolorach Rouge Flamboyant 01 (czerwona) i Glaze 10 (różowa) firmy Mis fine.
Są to szminki chińskie, ale jakże... jakże intensywne! Długo utrzymują się na ustach, nie wysuszają ich, nadają ładny kolor, choć różowa nie zawsze radzi sobie z kryciem. Ich cena to, uwaga, całe 3 złote!
I ostatnia z tradycyjnych szminek to Miss sporty Wonder Smooth Wonder Plum 401. Kolor sam w sobie jest ładny, trwałość pozostawia wiele do życzenia, krycie w porządku, ale dwie poprzedniczki zdecydowanie lepiej sobie radzą. Cena 10 zł.
Teraz przyszedł czas na to, co aktualnie jest na topie. Czyli pomadki w płynie.
Jako pierwsze na tapetę bierzemy błyszczyki firmy Essence: 2G
17 Fabulous Fuchsia i 26 Twinkle Twinkle.
Błyszczyki, zwykłe, najzwyklejsze, nie utrzymują się długo, mają przyjemny zapach i smak.
Essence Velvet mat xxxl lomg lasting, nr 07 silky red. Płaciłam za nią około 5 euro, ale nie wiem ile kosztuje w polsce. Kolor cudo, krycie boskie, zapach przepyszny, ale jak sama nazwa mówi, jest to velvet, a więc nie mat. Nie zastyga, więc łatwo się zjada, zostawia czerwone plamy na zębach i nie jest do końca matowa.
Essence Mat Mat Mat, nr 03 Girl of today. Płynna, matująca, zajebiś*ie kryjąca. Uwielbiam ją i jej zapach, kolor trochę trupi przypadł mi do gustu, a przez sam zapach mam ochotę zjeść ją przy każdym użyciu, a w smaku... Jest dobra, po protu do jedzenia... Cena 15 złoty. Nie zastyga.
Pieridae long lip gloos - chińska, ładny kolor, matowa, ale nie zastyga. Cena to 3 złote.
L'oreal paris, 102 rose finale. Powiedzmy sobie szczerze, cena, którą proponuje a jakość mają się ni jak do siebie. Za 60 złoty można naprawdę kupić coś fajnego, mocno kryjącego, trwałego. Mimo, że nawilża, ma super kolor, to żałuję jej zakupu. Błyszczy się jak błyszczyk, z ust znika w ciągu godziny, anie wspomnę już o jedzeniu...
Angel Wings, Glamour gloss. Była dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ znalazłam ją w chińczyku. Wzięłam, bo spodobał mi się kolor i nic nie traciłam, bo kosztowała jedynie 3 złote, a noszę ją najczęściej jak tylko się da. Jest matowa, zastyga, jest nieziemsko trwała, nie zjada się praktycznie wcale, a co dziwniejsze, żeby ją zmyć z ust trzeba poświęcić wiele czasu.
A więc, jak już wcześniej wspomniałam, nie zawsze cena równa się jakość. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Poniżej prezentuje jak pomadki wyglądają na ręce. Siódma z kolei to własnie mój numer jeden.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz